Wybór przydomowej oczyszczalni ścieków to często walka między tym, co chcemy zamontować, a tym, co w ogóle zadziała na naszej działce. Klienci często patrzą na cenę zakupu, zapominając, że „tania” oczyszczalnia drenażowa na gliniastym podłożu to bomba z opóźnionym zapłonem. Po 3-4 latach drenaż się zamuli, a ścieki wybiją na trawnik. Z kolei oczyszczalnia biologiczna, choć droższa na starcie, wybacza błędy gruntowe, ale nie wybacza braku prądu czy nadmiaru chemii.
Przyjrzyjmy się temu z perspektywy montera, który niejedno rozkopane podwórko już widział.
Czym w praktyce różni się oczyszczalnia biologiczna od drenażowej?
Oczyszczalnia biologiczna to miniaturowy zakład przetwórczy z napowietrzaniem, który oddaje czystą wodę (II klasa czystości), natomiast oczyszczalnia drenażowa to tylko osadnik gnilny z rurami, gdzie doczyszczanie zachodzi w gruncie.
Różnica jest fundamentalna i dotyczy tego, co dzieje się za zbiornikiem. W „biologii” procesy tlenowe zachodzą wewnątrz urządzenia. Dzięki dmuchawie i złożu (lub osadowi czynnemu) bakterie rozkładają zanieczyszczenia w komorze. To sprawia, że woda wypływająca z urządzenia jest na tyle czysta, że można ją zrzucić do rowu, a nawet legalnie podlać nią tuje (choć nie warzywa!). Nie potrzebujemy tutaj wielkiej powierzchni chłonnej.
W oczyszczalni drenażowej (ekologicznej) w zbiorniku zachodzi tylko wstępne podczyszczanie (beztlenowe). Ściek, który z niego wypływa, jest wciąż brudny, cuchnący i lepki. Musi trafić do drenażu rozsączającego, gdzie na kamieniach i w gruncie zachodzi właściwe doczyszczanie tlenowe. Jeśli grunt jest słaby (glina), ściek nie wsiąka, tylko stoi. Jeśli poziom wód gruntowych jest wysoki – drenaż zostaje zalany i przestaje działać. To prosta fizyka, której nie oszukamy.
Kiedy montaż oczyszczalni drenażowej jest błędem w sztuce?
Montaż drenażu jest błędem, gdy na działce występuje glina, iły lub wysoki poziom wód gruntowych, ponieważ grunt nie jest w stanie przyjąć i przefiltrować ścieków.
To najczęstszy scenariusz awarii. Inwestor widzi ofertę: „Oczyszczalnia za 2500 zł”. Kupuje, zakopuje na glinie. Przez rok działa, bo ziemia wokół rur została wzruszona koparką. W drugim roku woda zaczyna stać. W trzecim – trawnik zmienia się w bagno o zapachu szamba.
Dlaczego tak się dzieje? Glina działa jak korek. Ściek z osadnika gnilnego zawiera zawiesinę. W normalnych warunkach (piasek) ta zawiesina jest powoli rozkładana. W glinie pory gruntu zatykają się momentalnie (tzw. kolmatacja). Tworzy się nieprzepuszczalna skorupa. Jedynym ratunkiem jest wtedy wymiana całego gruntu na nasypie (tzw. kopiec filtracyjny), co kosztuje tyle, że finalnie cena przekracza koszt zaawansowanej oczyszczalni biologicznej.
Parametry gruntu, które dyskwalifikują zwykły drenaż:
-
Grunt spoisty (gliny, iły).
-
Poziom wód gruntowych płytszy niż 1,5 m od rur drenażowych.
-
Zbyt mała działka (brak miejsca na zachowanie odległości: 30 m od studni, 3 m od drzew).
Jakie są realne koszty eksploatacji obu systemów po 10 latach?
Oczyszczalnia biologiczna generuje stałe koszty prądu i serwisu (ok. 800 zł rocznie), podczas gdy drenażowa jest tania w utrzymaniu, ale wymaga kosztownej wymiany drenażu po ok. 10-15 latach (nawet 10 000 zł).
Wielu sprzedawców o tym milczy. Oczyszczalnia drenażowa jest tania w dniu zakupu i tania w miesięcznym utrzymaniu (wywóz osadu raz na rok, dosypywanie bakterii). Jednak drenaż to element eksploatacyjny. Z czasem ulega zamuleniu. Po dekadzie często trzeba wpuścić koparkę, przekopać ogród, wywieźć stary kamień i ułożyć wszystko od nowa.
Koszty w perspektywie 10 lat:
|
Rodzaj kosztu |
Oczyszczalnia Biologiczna (SBR/Złoże) |
Oczyszczalnia Drenażowa (Gnilna) |
|
Pobór prądu |
ok. 250-350 zł / rok (dmuchawa) |
0 zł (grawitacyjna) |
|
Wybranie osadu |
Raz na 9-12 miesięcy |
Raz na 12-18 miesięcy |
|
Serwis techniczny |
Wymagany przegląd (ok. 300 zł/rok) |
Brak (samoobsługa) |
|
Wymiana złoża/drenażu |
Brak (ew. wymiana membran dmuchawy) |
Ryzyko wymiany drenażu po 10-15 latach (kosztowna renowacja) |
|
Wymagane miejsce |
2-4 m² |
40-100 m² |
Decydując się na konkretne rozwiązanie, warto skonsultować się z firmą, która oferuje kompleksowe usługi – https://dometric.pl. Prawdziwy fachowiec najpierw sprawdzi grunt (zrobi test perkolacyjny), a dopiero potem otworzy katalog z produktami.
Czy oczyszczalnia biologiczna śmierdzi?
Sprawna oczyszczalnia biologiczna jest bezzapachowa, a nieprzyjemny zapach pojawia się tylko przy awarii dmuchawy lub po wlaniu do kanalizacji silnej chemii (np. z chlorem).
To mit, że każda oczyszczalnia musi „pachnieć”. W „biologii” procesy są tlenowe – takie same jak w górskim potoku, tylko przyspieszone. Zdrowy osad czynny pachnie jak mokra ziemia w lesie po deszczu. Smród (siarkowodór, czyli zgniłe jaja) to sygnał, że brakuje tlenu.
Kiedy może śmierdzieć?
-
Awaria dmuchawy: Brak napowietrzania zabija bakterie tlenowe. Rozpoczyna się gnicie.
-
Agresywna chemia: Wlanie połowy butelki żrącego środka do toalet (na bazie chloru) zabija florę bakteryjną. Oczyszczalnia staje się martwym zbiornikiem ścieków.
-
Przeciążenie hydrauliczne: Jeśli wylejemy naraz wannę wody (200 litrów) do małej oczyszczalni, możemy wypłukać osad czynny na zewnątrz.
Dlatego, jeśli masz oczyszczalnię biologiczną, musisz zmienić nawyki. Zamiast chloru – chemia biodegradowalna. Zamiast wrzucania resztek jedzenia do zlewu (tłuszcz to wróg numer jeden!) – kosz na śmieci bio. To drobne zmiany, które gwarantują spokój na lata.
Podsumowanie
Wybór między drenażem a biologią to nie kwestia gustu, a warunków terenowych. Na piaskach i dużej działce drenaż może służyć lata. Na glinie, małej działce lub przy wysokich wodach gruntowych – tylko oczyszczalnia biologiczna zapewni spokój i brak problemów z Inspekcją Ochrony Środowiska. Pamiętaj, że to inwestycja zakopywana w ziemi – poprawki są bolesne i niszczą ogród, dlatego lepiej zrobić to raz, a porządnie.
Artykuł sponsorowany