Nagła cisza na hali produkcyjnej to dźwięk, którego boi się każdy kierownik zmiany. Zatrzymanie linii oznacza straty liczone często w tysiącach złotych na minutę. W wielu przypadkach winowajcą okazuje się uszkodzony przenośnik, a konkretnie – zerwany lub zniszczony pas. Choć współczesne taśmy transporterowe produkowane są z zaawansowanych materiałów kompozytowych, nie są one niezniszczalne. Zrozumienie mechaniki ich zużycia pozwala jednak uniknąć większości katastrof, zanim w ogóle do nich dojdzie. Gdzie zatem najczęściej popełniane są błędy?
Grzech pierworodny: Niewłaściwy naciąg taśmy
Naprężenie pasa to parametr krytyczny, w którym – paradoksalnie – zaszkodzić może zarówno nadmiar, jak i niedmiar. Zbyt słaby naciąg taśmy prowadzi do poślizgu na bębnie napędowym. Tarcie generuje wówczas ogromne ilości ciepła, które w przypadku taśm gumowych lub PVC powoduje degradację dolnej warstwy pasa, a w skrajnych przypadkach może doprowadzić do jego stopienia lub nawet pożaru.
Z drugiej strony, „przeciągnięcie” taśmy to prosta droga do jej zerwania. Nadmierne siły rozciągające niszczą wewnętrzny karkas (zbrojenie), co jest niewidoczne gołym okiem, dopóki taśma nagle nie pęknie w poprzek. Zbyt duży naciąg dewastuje również łożyska wałów i same bębny, skracając żywotność całej konstrukcji przenośnika.
Problem nawigacji, czyli prowadzenie taśmy (tracking)
Idealnie wycentrowana taśma to rzadkość w starych, wyeksploatowanych przenośnikach. Niewłaściwe prowadzenie taśmy (tracking) sprawia, że pas zaczyna „myszkować” na boki. Gdy krawędź taśmy zaczyna trzeć o stalową ramę przenośnika lub osłony boczne, dochodzi do jej mechanicznego strzępienia.
Uszkodzona krawędź to otwarta furtka dla wilgoci i zanieczyszczeń, które wnikają w głąb struktury pasa, powodując rozwarstwianie się przekładek (delaminację). Częstą przyczyną problemów z trackingiem jest zanieczyszczenie bębnów napędowych lub zwrotnych. Nalepiony brud, resztki produktu czy lód zmieniają efektywną średnicę bębna w jednym miejscu, co sprawia, że taśma zaczyna ściągać na bok, dążąc do punktu o najwyższym napięciu.
Newralgiczny punkt: Łączenie taśm transporterowych
Każdy łańcuch jest tak silny, jak jego najsłabsze ogniwo. W przypadku przenośników tym ogniwem jest miejsce styku. Nieprawidłowo wykonane łączenie taśm transporterowych odpowiada za znaczny odsetek awarii.
Metody mechaniczne (spinki, zszywki) są szybkie, ale podatne na wyrwanie przy dużych obciążeniach udarowych. Z kolei wulkanizacja (łączenie na gorąco) lub klejenie na zimno wymagają precyzji i sterylnych warunków, o które trudno w zapylonym zakładzie. Błędy na etapie łączenia – takie jak zbyt krótka zakładka, źle dobrany klej czy przegrzanie materiału – skutkują pęknięciem spoiny w najmniej oczekiwanym momencie.
Dobór taśmy a rzeczywistość eksploatacyjna
Częstą przyczyną awarii jest nie tyle błąd obsługi, co błąd na etapie projektowania lub zakupów. Stosowanie lekkich taśm PVC tam, gdzie wymagana jest odporność na oleje, ostre krawędzie czy wysokie temperatury, to proszenie się o kłopoty. Taśmy transporterowe muszą być precyzyjnie dobrane do charakterystyki transportowanego medium. Oszczędność na grubości okładki czy klasie ścieralności jest pozorna, bo tańszy pas zużyje się kilkukrotnie szybciej.
Prewencja zamiast reakcji
Większości opisanych problemów można uniknąć, wdrażając regularny serwis taśm przenośnikowych. Codzienna inspekcja wzrokowa, czyszczenie bębnów z osadów oraz kontrola współosiowości rolek to działania, które nic nie kosztują, a wydłużają życie systemu o lata. Warto pamiętać, że taśmy transporterowe to nie tylko kawałek gumy, ale zaawansowany element inżynieryjny, który – traktowany z dbałością – odwdzięczy się bezawaryjną pracą.
Więcej informacji na stronie: https://sap-polska.pl
Artykuł sponsorowany